niedziela, 1 sierpnia 2010

Szpital na peryferiach




Klinika w Aachen lezy na obrzezach miasta. Kiedy pierwszy raz ja zobaczylam, myslalam, ze to jakas fabryka, albo petrochemia Plock :)
Wizerunek taki zawdziecza rurom od klimatyzacji, ktore sa powypuszczane na zewnatrz budynku.
Cala klinika jest klimatyzowana. Jest olbrzymia. Ma 9 pieter w gore i 3 ponizej parteru. Oprocz sal operacyjnych, gabinetow lekarskich, sal pacjentow, zabiegowek, sa tu rowniez sale do cwiczen dla studentow, sale wykladowe, a nawet dziekanat. To istny labirynt i czasami ciezko sie polapac dokad isc.

Wejscie wyglada jak hala dworcowa.


Sale pacjentow sa dwuosobowe i w kazdej jest mala ubikacja, prysznic i umywalka.
Przy kazdym lozku jest komputer z mozliwoscia ogladania TV, telefon i radio.
Chorzy nie musza w dzien lezec w pizamkach. Z reguly chodza w dresach lub normalnie ubrani. Posciel jest zmieniana codziennie.
Nie trzeba rowniez zabierac z domu recznikow, gdyz w kazdym pokoju sa w szafie swiezutkie, ktore po umyci wrzuca sie do specjalnego kosza i przy nastepnym myciu bierze sie swiezy.
Podobnie jest mydlo, nowe szczoteczki do zebow, waciki do uszu i wiele innych gadzetow potrzebnych czlowiekowi do pielegnacji ciala.
Dla mnie ... przyzwyczajonej do polskich szpitali to istny szok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz