Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kortyzon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kortyzon. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 listopada 2010

Odpoczynek

Jesteśmy od wczoraj w domu. Marta jeszcze do poniedzialku ma brac kortyzon, a potem przerwa do następnej chemii.
To będzie ostatnia chemia, oczywiście jak ta skladajaca się z dwóch cykli; 3 dniowego i 1 dniowego. W międzyczasie oczywiście co tydzień będzie sprawdzany poziom leukocytów.
I tak mamy nieźle, bo Corrina jest juz prawie 2 tygodnie non stop w szpitalu. Niestety, prawdopodobnie czeka ja autoprzeszczep szpiku i będzie musiala byc w szpitalu przez dwa miesiące.
Widzę, ze Marta boi się, ze z nia moze byc podobnie, ale to tylko niepotrzebny strach i stres, bo jak na razie wszystko idzie dobrze i zastosowane leczenie skutkuje. Tak przynajmniej mowil przedwczoraj profesor Mertens.
Na oddziale widzę wiele nowych dzieciaczków.Latwo je poznac, bo maja jeszcze włosy. Potem wszystkie wygladaja podobnie, z okraglymi, łysymi glowkami i napuchniętymi twarzami od kortyzonu. Ale to wszystko nieważne, byle tylko wyzdrowiały, bo to jest priorytet.
A my odpoczywamy. Co prawda Marta ma lekcje, ale po za tym zamierzamy odpoczywać i po prostu byc ze soba jak najwięcej.
Teraz doceniam, ze nie pracuje zawodowo i mogę byc dla moich córek zawsze, kiedy mnie potrzebują. Niestety w mojej przeszlosci tak nie bylo.

środa, 6 października 2010

W domu na dluzej

Wczoraj mialysmy troszkę pecha z powrotem do domu, gdyż kiedy pokonczyly się kroplówki wszyscy lekarze byli na naradzie i niestety nie mial kto wyjac Marcie igły z portu i dac wypisu. W koncu przyleciał ulubiony doktorek Marty i zabrał ja do zabiegowego na wyjecie igły. Troszkę ja zabolało, bo jakby wrosła w ciało zdziebko. Ale przetrzymała dzielnie.
Doktor zawazyl, ze Marta ma problemy z chodzeniem, pytal rowniez czy ma problemy z rekami. Niestety moja córcia je ma i to widać coraz bardziej. Nawet guziki w bluzce ciezko jej zapiac. Miejmy nadzieje, ze to wszystko minie.
Do domu dotarlysmy po szesnastej. I choc w szpitalu Marta na widok jakiegokolwiek jedzenia dostawala odruchu wymiotnego, w domu zjadła pizze, a potem wymyslila sobie kluski z serem i caly, kopiasty talerz zjadła. Przytyło się mojej kruszynce nieźle, ale ponoc to normalne na kortyzonie. W każdym razie od jutra zamierza juz zbastowac z jedzeniem i przynajmniej pieczywo i słodycze ograniczyć.
Dzis dzielnie pomagała mi w porządkach domowych. Porzadkowala polke z przyprawami, obierała ziemniaki i nawet poodkurzała mieszkanie, choc bardzo ja ta czynnosc zmeczyla.
Jeszcze do poniedzialku ma brac kortyzon, a potem 2 tygodnie odpoczynku od wszelakich chemii. Oczywiście nie zwalnia nas to z co tygodniowej jazdy do kliniki na kontrolne badanie krwi.
A jutro przyjezdza do domu nauczycielka od matematyki i trochę pomęczy glowke mojej córci. :)

Marta przed choroba


poniedziałek, 13 września 2010

Jesienne wirusy

Dzisiaj oficjalny koniec trzeciej serii chemii, bo mimo, ze ta kroplowkowa szpitalna zaliczona, to w domu leciala jeszcze tabletkowa chemia.
Niestety, Marta przeziebila sie i ma katar.Rano miala oslabienie. Dla zdrowego czlowieka to betka, a my musimy uwazac. Niestety i Ania i Krzysztof sa chorzy i rozsiewaja wirusy dookola. Cale szczescie, ze ja jestem zdrowa i moge miec bezposredni kontakt z Marta. Corka i maz omijaja ja szerokim lukiem, a corka nawet nosila maseczke, zeby Marty nie zarazic, co i tak nie przynioslo rezultatu. Mam tylko nadzieje, ze Marty odpornosc jest chwilowo wieksza, bo przyjmuje kortyzon, wiec moze na katarze sie skonczy.
Poszlysmy dzis nawet w gosci do ciotki meza, na jej urodziny. Posiedzialysmy godzinke,a potem Marta naciagnela mnie na zakup bluzeczki i paru kosmetykow. Lubie patrzec na jej zadowolona minke. :)
A z drugiej strony, jak widze w poblizu Marty ludzi kichajacych i wycierajacych nosy, to boje sie, ze ona od razu cos zlapie. Chcialabym ja uchronic przed wszystkimi czyhajacymi wirusami, choc pewnie tak sie nie da. W dodatku jesien przewrotnie serwuje nam dni upalne i chlodne na przemian.

poniedziałek, 6 września 2010

Spotkania

Zimnym rankiem taksówka zawiozła nas pod sama klinikę. Pierwsze kroki skierowaliśmy jak zwykle do laboratorium. Leukocyty o wiele ponad normę. Sama nie wiem co o tym sadzic. Taka ilosc często świadczy o stanie zapalnym w organizmie. Ale moze to rowniez byc po kortyzonie. W każdym razie nic na ten temat nikt nam nie mowil, mimo, ze oglądali badania i Marta po poludniu normalnie dostała chemie.
Dzis w szpitalu byl dzień spotkań. Mamy coraz więcej znajomych na oddziale. Najpierw przy laborku spotkaliśmy Corinne z jej mama, a potem Corinna dolaczyla do Marty na sali. Corinna po 6 seriach chemii, po operacji usunięcia guza srodpiersia, zaczela nowe serie ... niestety. Jej juz troszkę odrosniete wloski niedługo znikną. Ale to pestka. Najwazniejsze jest by w Końcu wyzdrowiała. Potem spotkaliśmy Nicole i jej mamę. Nicola po braniu silnych dawek kortyzonu zmieniła się nie do poznania. Jej glowka przedtem pociagla jest jak piłeczka okragla. Podobnie brzuch. Niestety poprzednie dawki leku były i tak zbyt male i nie zadzialaly.
Na koncu pojawiła się ostatnia wspollokatorka Marty.. Katrin... szla do domu w czapce. Widać straciła juz swoje wloski po chemii.
Po korytarzu jak zwykle biegaly maluchy, niektóre pchały wózeczki dla lalek, niektóre jechały w wózeczkach. Takie maluszki... jeszcze dobrze nie rozumieją co się dzieje na tym swiecie, a juz musza cierpieć. Slyszalam ciągle placz takiego maleństwa w pokoju na przeciwko. Nie umiem na to wszystko patrzeć obojętnie. Tak bardzo chciałabym im wszystkim pomoc, ale nie umiem. Nie umiem nawet pomoc własnej córce.
Ale jest ktos, kto pomaga tym wszystkim dzieciom. To profesor Rolf Mertens ze swoja ekipa, który troszczy się i dogląda wszystkich dzieciaczków. Rano na wizycie nie bylo go, pewnie cos mu wypadło, ale po poludniu obszedł sam caly oddział i do każdego dzieciaczka zagadal, usmiechnal się. Wierze, ze pomoże tym dzieciom, zeby nie musialy krzywic sie z bolu, tylko usmiechac sie jeszcze wiele, wiele lat.


Prof.R.Mertens

niedziela, 15 sierpnia 2010

Cierpienie, dretwienie i twarda baba

Wczoraj, kiedy przyjechalismy do szpitala Marta byla juz gotowa i wypis tez. Czekala na nas 2 godziny, ale co zrobic, kiedy jedzie sie autobusami. Nie przyspieszy sie.
Wrocilismy oczywiscie taxi i zaraz zrobilam obiadek dla mojego glodomorka.
Po obiedzie Martusie zmoglo i poszla spac. Kiedy potem schodzila na dol po schodkach widac bylo, ze sprawia jej to trudnosc.Stapala ciezko i powoli. Niestety chemia powoduje bole w nogach i ich jakby cierpniecie, czy dretwienie. Podobnie jest z koniuszkami palcow. Ma je ciagle zdretwiale.
Dzis wcale nie lepszy dzionek. Marta nie ma sily i poleguje, albo posypia.
Wstala na obiad, ale nie bierze teraz kortyzonu i apetyt juz nie taki, a na dodatek pojawil sie na nowo odruch wymiotny. Co prawda nie zwymiotowala, ale prawie, prawie. Tabletke przeciwwymiotna brala, ale jednak troche jej dokucza ten odruch.
Tak mi jej strasznie zal, ze musi tyle wycierpiec. Nieraz nie moge patrzec w jej smutne oczy i samej zbiera mi sie na placz. A moja dziewczynka mowi wtedy: Mamus... dam rade, jestem twarda baba.